60288562_2338476146210848_7317953226693672960_n

Drodzy Czytelnicy „Tupotu”,

dziękujemy Wam za lekturę naszych recenzji i felietonów, za wyrozumiałość, gdy podczas nocnych zmagań gubiliśmy przecinki i za Waszą niecierpliwość, gdy dopytywaliście o kolejne numery gazety.

Dziękujemy także pracownikom Szkoły Filmowej w Łodzi, którzy codziennie rano drukowali i dostarczali „Tupot” do festiwalowych lokalizacji, gdzie następnie trafiał w ręce Czytelników.

Dziękujemy również aktorom, których spektakle mogliśmy oglądać podczas tegorocznego festiwalu. Życzymy Wam wymarzonych ról i nowych wyzwań zawodowych.

Czekamy na Wasze uwagi i opinie. Piszcie do nas na adres: tupot.gazeta@hotmail.com lub komentujcie nasze teksty bezpośrednio na blogu.

Do zobaczenia za rok!

Redakcja


W tym roku do „Tupotu” pisali studenci produkcji teatralnej, teatrologii, promocji sztuki, filmoznawstwa  i germanistyki Uniwersytetu Łódzkiego: Aleksandra Biegańska, Karolina Bugajak, Mateusz Bugalski, Marcelina Falińska-Toboła, Joanna Głodek, Aleksandra Janowska,  Maria Janus, Joanna Królikowska, Nadia Krzywania, Katarzyna Mańko, Maria Maślanka, Ewa Otomańska, Miła Popowska, Jakub Rychter i Justyna Szaferska.

Czuwali i po nocach błędy poprawiali: dr Piotr Olkusz i dr Monika Wąsik.

A codziennie nad ranem „Tupot” składała Aleksandra Biegańska.

Fot. Katarzyna Mańko

Złota Żyleta 2019

Mamy przyjemność ogłosić, że nagrodę recenzentów gazety festiwalowej „Tupot” – Złotą Żyletę za najostrzejszą rolę 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi zdobyła Żaneta Homa z Akademii Sztuk Teatralnych we Wrocławiu za role w spektaklach Siksy w reż. Cezarego Ibera i Jutro zawsze będzie jutro w reż. Wojciecha Kościelniaka.

Werdykt 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi

Jury 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi w składzie:
• Aleksandra Konieczna – Przewodnicząca
• Ingmar Villqist
• Jacek Wakar
• Wioletta Laszczka-Bubień – Sekretarz

na posiedzeniu w dniu 11 maja 2019 r. po obejrzeniu dwunastu konkursowych spektakli dyplomowych zaprezentowanych przez studentów Wydziałów Aktorskich:

– Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
– Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie
– Akademii Sztuk Teatralnych im. Stanisława Wyspiańskiego w Krakowie – Filia we Wrocławiu
– Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi

przyznało nagrody:

Grand Prix w wysokości 15.000 złotych ufundowaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego zespołowi spektaklu „Co gryzie Gilberta Grape`a” z AST w Krakowie w składzie: Marianna Linde, Iga Rudnicka, Małgorzata Walenda, Przemysław Kowalski, Dariusz Pieróg i Jakub Sielski.

Jury przyznało dwie równorzędne główne nagrody aktorskie w wysokości 5.000 złotych każda:
– Vanessie Aleksander z AT Warszawa za rolę Pazyfae w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej” oraz za rolę Soni w spektaklu „Płatonow”
Elżbiecie Zajko z PWSFTviT w Łodzi za rolę w spektaklu „Pomysłowe mebelki z gąbki” oraz za rolę Harper Pitt w spektaklu „Anioły w Ameryce”.

Jury przyznało cztery równorzędne nagrody aktorskie w wysokości 3.000 złotych każda:
Żanecie Homie z AST w Krakowie Filia we Wrocławiu za rolę w spektaklu „Jutro zawsze będzie jutro”
Piotrowi Packowi z PWSFTviT w Łodzi za rolę w przedstawieniu „Pomysłowe mebelki z gąbki”
– Konradowi Szymańskiemu z AT Warszawa za rolę Złotowłosego Parysa i Nieszczęsnego Menelaosa w przedstawieniu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej” oraz za rolę Osipa w spektaklu „Płatonow”
Kseni Tchórzko z PWSFTviT w Łodzi za role w spektaklu „Pomysłowe mebelki z gąbki” oraz za role Hannah Porter Pitt, Ethel Greenglass Rosenberg, Rabbi Isidor Chemelwitz w spektaklu „Anioły w Ameryce”.

Jury przyznało dziesięć równorzędnych wyróżnień w wysokości 1.000 złotych każde:
Aleksandrze Skrabie z PWSFTviT w Łodzi za rolę w spektaklu „Pomysłowe mebelki z gąbki” oraz za rolę Małolaty Ali w spektaklu „Śliskie słowa”
Michałowi Sikorskiemu z AST w Krakowie za rolę w spektaklu „Zachodnie Wybrzeże”
– Katarzynie Gałązce z AT Warszawa za rolę Tanecznicy w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej”
– Kindze Zygmunt z AST w Krakowie Filia we Wrocławiu za rolę w spektaklu „Siksy”
– Jakubowi Kordasowi z AT Warszawa za rolę Chyżego Patroklesa w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej” oraz za rolę Płatonowa w spektaklu „Płatonow”
–Tomaszowi Mechowickiemu z AST w Krakowie Filia we Wrocławiu za rolę w spektaklu „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” oraz w spektaklu „Jutro zawsze będzie jutro”
– Karolinie Rzepie z AST w Krakowie Filia we Wrocławiu za role w spektaklu „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” oraz w spektaklu „Jutro zawsze będzie jutro”
– Aleksandrowi Kaźmierczakowi z AT Warszawa za rolę Hektora Niezrównanego w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej”
– Małgorzacie Kozłowskiej z AT Warszawa za rolę Kasandry w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej” oraz Saszy w spektaklu „Płatonow”
– Kamili Brodackiej z AT Warszawa za rolę Powabnej Kressydy w spektaklu „Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o Wojnie Trojańskiej” oraz Wengierowicza i Wengierowicza – syna w spektaklu „Płatonow”

Jury przyznało nagrody specjalne:
nagrodę im. Jana Machulskiego „Bądź orłem, nie zniżaj lotów” w wysokości 100 USD Vanessie Aleksander z AT Warszawa

dwie nagrody w wysokości 2.000 zł każda ufundowane przez Opus Film dla aktorów, których chcielibyśmy oglądać na ekranie telewizyjnym i filmowym:
– Kseni Tchórzko z PWSFTviT w Łodzi
– Piotrowi Packowi z PWSFTviT w Łodzi

nagrodę w wysokości 2.000 zł za wrażenia audialne ufundowaną przez Grupę Toya:
– Jakubowi Głukowskiemu z AST Kraków Filia we Wrocławiu za rolę w spektaklu „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” oraz za rolę w spektaklu „Jutro zawsze będzie jutro”

Nagrody publiczności 37. Festiwalu Szkół Teatralnych w wysokości 2.000 zł dla Najbardziej Elektryzującej Aktorki oraz dla Najbardziej Elektryzującego Aktora otrzymują:
– Elżbieta Zajko z PWSFTviT w Łodzi za role w spektaklach „Pomysłowe mebelki z gąbki” oraz „Anioły w Ameryce”
– Jakub Głukowski z AST Kraków Filia we Wrocławiu za role w spektaklach „Krótkie wywiady z paskudnymi ludźmi” oraz „Jutro zawsze będzie jutro”.

Nagrody specjalne:
Nagroda ZASP-u – Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru, Filmu, Radia i Telewizji – „Deska Sceniczna” – Żaneta Homa (AST Kraków – Filia we Wrocławiu)
Nagroda Łódzkich Dziennikarzy – Elżbieta Zajko (PWSFTviT w Łodzi), Karol „Franek” Nowiński (PWSFTviT w Łodzi)
Nagroda miesięcznika kulturalnego „Kalejdoskop” – „za kulturę słowa” – Paweł Głowaty (PWSFTviT w Łodzi)
Nagroda Gazety Festiwalowej „TUPOT” – „Złota Żyleta” – Żaneta Homa (AST Kraków – Filia we Wrocławiu)

O równym traktowaniu

W którym momencie kończy się praca redakcji „Tupotu”? Do tej pory ostatni numer gazety festiwalowej ukazywał się zawsze w niedzielę i podczas gali zakończenia Festiwalu Szkół Teatralnych potwornie zmęczeni recenzenci siedzieli już z błogą świadomością, że więcej tekstów nie muszą pisać. Ale tym razem jest inaczej. W niedzielę, tuż przed zakończeniem festiwalu studenci wrocławskiego Wydziału Lalkarskiego zaprezentowali, wywołujący sporo emocji, Słaby rok.

Właściwie moglibyśmy go zignorować. Ostatni numer został stworzony w nocy z soboty na niedzielę, więc prezentacja spektaklu odbyła się już po oddaniu gazety do druku. Kolejnego numeru i tak nie wydamy, bo zaraz po gali festiwalowej grono się rozjedzie i nie będzie komu czytać. To co w takim razie ze Słabym rokiem? Nie recenzować?

Może redakcja „Tupotu” musiała dojrzeć. Gdy dwa lata temu wrocławscy lalkarze po raz pierwszy uczestniczyli w Festiwalu Szkół Teatralnych (podobnie jak Białystok i Bytom), również prezentowali swój spektakl Alicję w krainie czarów w dniu zakończenia wydarzenia. Wtedy ich dyplomu nie zrecenzowaliśmy. Bo za późno. Bo kolejny numer nie ukaże się w papierze. Bo nikt tego nie będzie czytać. Bo jesteśmy zmęczeni. Bo już po festiwalu… A może po prostu musiał pojawić się zespół Słabego roku ze swoimi postulatami równego traktowania aktorów dramatycznych, aktorów-lalkarzy i aktorów-tancerzy, żebyśmy zrozumieli, że ten pozakonkursowy spektakl należy zrecenzować. Bo nie recenzując go, sami przyczyniamy się do utrzymania festiwalowych nierówności między aktorami dramatycznymi a lalkarzami i tancerzami.

Tym razem już nie popełnimy tego błędu. Słaby rok traktujemy tak samo jak każdy inny spektakl prezentowany na festiwalu. Czyli go recenzujemy. I już wcale nie przejmujemy się, że za późno, że kolejny numer nie ukaże się w papierze, że być może tego nikt nie będzie czytać, że jesteśmy zmęczeni i że już po festiwalu…

W trakcie łódzkiego święta aktorstwa studenci lalkarstwa napisali list otwarty, w którym zwrócili się z prośbą „o zmianę regulaminu Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi tak, by umożliwiał on wszystkim dyplomantom prezentowanie wyników swojej pracy na równych prawach”. Lalkarze oraz tancerze pokazują bowiem na festiwalu tylko po jednym spektaklu, podczas gdy aktorzy dramatyczni mogą zagrać aż trzy dyplomy. Co więcej, ich udział w łódzkim wydarzeniu ma charakter imprezy towarzyszącej: spektakle lalkowe i taneczne nie są oceniane przez jury i uwzględniane przy rozdziale nagród. Niewątpliwie o postulowane reformy nie będzie łatwo, nie przyjdą one z dnia na dzień, z festiwalu na festiwal. Ale od czegoś przecież trzeba zacząć. Pierwsze kroki ku równości nie muszą być rewolucyjne. My taki krok robimy, pisząc recenzje ze Słabego roku.

Joanna Królikowska

Co oni sobie myślą?

Słaby rok, reż. Martyna Majewska, AST Kraków filia we Wrocławiu

0ea9445ed5_large

Fot. Dariusz Kozłowski

 

Studentów Wydziału Lalkarskiego z Wrocławia do ostatniej chwili miało nie być z nami na festiwalu. To dosyć duże uproszczenie, bo planowali przyjechać z dwoma performensami, jednak nie mogli pojawić się w Łodzi jako aktorzy i współtwórcy przedstawienia Martyny Majewskiej. Walczyli tak długo, aż w końcu postawili na swoim. I bardzo dobrze – dzięki ich wytrwałości mogliśmy zobaczyć chyba najlepszy spektakl FST, który stanowił wspaniałe podsumowanie łódzkiego święta dyplomów teatralnych.

Słaby rok zaczyna się od sceny egzaminów do szkoły teatralnej. Wcielając się jednocześnie w rolę kandydatów i egzaminatorów, aktorzy już od samego początku zderzają widza z brutalną i smutną rzeczywistością artysty. Blizna na policzku, martwe spojrzenie, brak seksapilu lub zbyt młody wiek to drobiazgi, które dyskwalifikują osobę chcącą kształcić się w szkole teatralnej. Odbiorca sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy jest to sprawiedliwe. Protekcjonalne podejście (świetnie zagrane przez Matyldę Matuszak i Martę Franciszkiewicz) oraz seksizm (co bardzo dobrze ukazał Łukasz Zubrzycki) to chleb powszedni zespołu z Wrocławia… Ale przecież nie tylko jego. Teoretycznie przedstawienie zostało stworzone na podstawienie osobistych doświadczeń aktorów. W praktyce można mieć wrażenie, że są to doświadczenia większości młodych ludzi, próbujących osiągnąć coś w świecie sztuki, ale także w świecie w ogóle. Dobrze podsumowuje to Maciej Kaczor, który żali się wyświetlonemu na ścianie portretowi Janusza Gajosa, że czuje niepokój przed własną przyszłością. Słaby rok stanowi bardzo szczery manifest młodości. Bo tacy właśnie jesteśmy – chcemy naprawdę wiele zrobić, mamy mnóstwo energii i jeszcze więcej pomysłów, ale przede wszystkim ogromnie boimy się tego, co będzie z nami dalej, a świat naszych nauczycieli i idoli nieraz podcina nam skrzydła.

Jak jest z tą lalkowością i jej brakiem podnoszonym przez niektórych? Z całą pewnością zespół nie chce unicestwić idei teatru lalek. Przeciwnie, Słaby rok wyrasta z pytania o ten teatr. Owszem, próbując na nie odpowiedzieć, przekracza granicę tradycyjnego pojmowania lalkowości, ale sztuka jest chyba właśnie od tego, żeby wychodzić poza nieprzekraczalne. Najlepszym komentarzem będą słowa Matyldy Matuszak, która tłumaczy, że lalka się zmieniła. To już nie tylko kukła z kijem wiadomo gdzie, ale także taniec, obiekt, ruch czy maska. By mówić o teatrze aktorów z Wrocławia, można użyć skromnej humanoidalnej lalki, której bezwładne ciało wlecze się po ziemi, a animowana jest tylko głowa,  przedmiotów inkorporowanych w kostium czy ciągle ruchomych prostopadłościennych elementów scenograficznych. To wystarcza i jest niebywale przekonujące, proszę mi wierzyć.

Umiejętności aktorskie całego zespołu są naprawdę powalające. Artyści niby grają siebie, ale przy okazji wcielają się w wiele innych charakterów czy postaci i znakomicie im to wychodzi. Warto wyróżnić królową jednostajności – recytującą Osiecką Joannę Sobocińską czy mistrza nieporadności – Mateusza Bernacika, który dodatkowo rozbawił widzów do łez, wchodząc w rolę Janusza Gajosa. Można się tylko domyślać, co mieli w głowach aktorzy, kiedy tworzyli Słaby rok. Oby jednak im to z głów nie wyparowało, bo zrobili dzięki temu wyjątkowo dobrą robotę. I niech walczą, bo powinni uczynić jeszcze wiele dla świata polskiej sztuki.

Marcelina Falińska-Toboła

Najlepsza rola spektaklu: Mateusz Bernacik

Marzysz o aktorstwie? Uważaj!

Słaby rok, reż. Martyna Majewska, AST Kraków filia we Wrocławiu

slaby3

Fot. Dariusz Kozłowski

 

Ten spektakl zawiera niemal wszystkie przestrogi przed decyzją o pójściu na aktorstwo. W sumie nawet nieważne jakiej specjalizacji, bo z niezbyt pochlebnymi komentarzami co do swoich umiejętności czy osobistymi przytykami podczas egzaminów mierzą się wszyscy kandydaci. Wystarczy, że jesteś za niski, za stary albo za grzeczny. Komisja prawdę Ci powie…

Studenci stworzyli spektakl-manifest, w którym drwią z niezbyt mądrych i wyszukanych pytań, na które muszą odpowiadać podczas wywiadu, drwią ze sztuki współczesnej, ze stereotypów, jakie są obecne w zawodzie aktora. Wydawać by się jednak mogło, że aktor-lalkarz ma jeszcze bardziej przechlapane, ponieważ ktoś może także odmówić mu przyjazdu na festiwal, mówiąc, że jego spektakl nie jest wystarczająco lalkowy. Z tych rozważań ironia aż kipi. Publiczność tym razem doskonale rozczytuje to „mruganie okiem”. Zastanawiam się czy zamieszanie wokół Słabego roku nie wyszło studentom na dobre, ponieważ dzięki temu spektakl stał się jeszcze bardziej wiarygodny. Nie miałam absolutnie poczucia, że aktorzy w tym dyplomie się nad sobą użalają, wszystko, co padało ze sceny, emanowało prawdą i było zapisem ich osobistych doświadczeń, marzeń czy obaw. Udowodnili, że tak samo jak definicje teatru czy aktora poszerzały się na przestrzeni lat, teatr lalkowy także się zmienił. Aktor-lalkarz nie musi tylko posługiwać się formą tworząc teatr. Ma prawo by tańczyć, śpiewać i mówić. I robi to bardzo dobrze.

Jedna z moich ulubionych scen to ta, w której Maciej Kaczor spotyka się ze swoim mistrzem – Januszem Gajosem (minimalistycznie rewelacyjny Mateusz Bernacik). Odgrywa on swoje wybrane sceny z filmów, w których grał jego mentor. Robi to, bo chciałby usłyszeć, że chociaż minimalnie, ale ma w sobie coś z tak wielkiej osobowości. Jednak mistrz zostawia młodego aktora bez słowa. Kaczor ma filmiki z tego spotkania i autograf Gajosa, jednak nie na tym mu zależało najbardziej. Bardzo ciekawie został także wykonany przez Matyldę Matuszak monolog Patrzenie, a przeróbka piosenki Wariatka tańczy wykonanej przez Samantę Zwolennik przyprawiała o dreszcze.

Ten spektakl, wraz ze swoim coraz cięższym bagażem, jest cenną lekcją dla ludzi, których teatr zajmuje. Lekcją jak zrobić bardzo dobry dyplom, lekcją pokory, lekcją jak walczyć o siebie i swoje prawo do bycia artystą i wreszcie lekcją otwartości na nowe. Skoro pozwoliliśmy aktorom dramatycznym zaczepiać publiczność podczas spektaklu, wpuściliśmy nowe technologie na scenę, zburzyliśmy czwartą ścianę to pozwólmy lalkarzom i tancerzom wyrwać się z utartych schematów. Dobrze Was było zobaczyć w Łodzi.

Katarzyna Mańko

Najlepsza rola spektaklu: cały zespół

 

SPEK-TALK

O spektaklu Spaleni słońcem_secondhand_ w reżyserii Agnieszki Glińskiej, inspirowanym filmem Nikity Michałkowa Spaleni słońcem, AST w Krakowie rozmawiają Joanna Królikowska i Nadia Krzywania.

Joanna: To ja zacznę może od końca, czyli od podsumowującego spektakl napisu „PRZ_SZŁOŚĆ”. Brakującą literę możemy uzupełnić na dwa sposoby. Chociaż przedstawienie Spaleni słońcem_secondhand_  oparte na filmie Nikity Michałkowa ukazuje socjalistyczną Rosję, czyli przeszłość, to jednocześnie, obserwując dziś sytuację polityczną w wielu krajach, można zastanowić się, czy to przypadkiem nie jest spektakl o przyszłości. Podobała Ci się ta podwójna perspektywa? Bo mnie ona bardzo przypadła do gustu.

Nadia: Tak, od razu po zobaczeniu napisu zaczynamy zastanawiać nad jego znaczeniem. A to również za sprawą tekstów,  które wykorzystała reżyserka, np. ten Swietłany Aleksijewicz Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka o zwykłym obywatelu czasów socjalistycznych, żyjącym pod wieczną presją historii i zmian otaczającej rzeczywistości, w której nie łatwo jest się odnaleźć. Odwołujemy go do dzisiejszych czasów, bo on funkcjonuje dokładnie tak samo. W spektaklu zostało to uwidocznione przez aktorów, którzy nie mieli przypisanej jednej roli, płynnie przechodząc od postaci do postaci wprawiali widzów w zakłopotanie.

Joanna: I tu poruszyłaś dwie bardzo ważne kwestie. Po pierwsze, wykorzystanie dodatkowych tekstów. Oprócz Aleksijewicz pojawiły się także cytaty z książki Timothy’ego Snydera O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku. To dobrze, że aktorzy wraz z reżyserką postanowili poszerzyć kontekst tego spektaklu i przyjrzeć się kwestiom totalitarnego reżimu i funkcjonującego w nim człowieka przez pryzmat innych utworów. Druga kwestia to zamiana ról. Mam z tym pewien problem. Z jednej strony, jak sama powiedziałaś, było to uzasadnione i pasowało do wielości przedstawionych perspektyw. A z drugiej strony trochę mnie ten zabieg wybijał.

Nadia: Ja zdecydowanie stoję po stronie tego zabiegu. Dzięki niemu mogliśmy zobaczyć aktorów w wielu sytuacjach, a im zostało dane idealne podłoże do zaprezentowanie swoich umiejętności aktorskich, o które jak wiemy chodzi w spektaklach dyplomowych.

Joanna: Pod tym względem masz rację. Mamy tutaj różne ciekawe indywidua do zagrania: generał Kotow i jego żona Marusia, ich córka Nadia i starsi przedstawiciele rodziny oraz ten, który ich rodziną sielankę niszczy, czyli dawny ukochany Marusi Dmitrij (Mitja). W gruncie rzeczy ten spektakl to nie tylko refleksja na temat reżimu totalitarnego, ale także dramat rodzinny. System wpływa na losy tej rodziny, ale i niektóre działania jej członków są częścią tego sytemu. Bo to właśnie władza zmusiła Mitję do opuszczenia Marusi. A z drugiej strony Kotow pracuje przecież dla władzy. Może dlatego powrót Mitji do Rosji wydaje się zarówno czynem politycznym, jak i prywatnym.

Nadia: Niejasność tych powodów dodatkowo rozbudowuje tę historię i czyni ją ciekawszą. Znacząca dla odbioru spektaklu jest również scenografia, przestrzeń stworzona w duchu schematycznych wyobrażeń o Rosji oraz wypełniona wieloma symbolami – wizerunkiem Stalina, historyczną fotografią pocałunku Leonida Breżniewa i Ericha Honeckera czy markowymi ubraniami prosto z second hand’u. Stopnie pokryte połyskującym złotem doskonale odbijały światło oddające charakter poszczególnych scen.

Joanna: O wizualnej stronie przedstawienia i poszczególnych elementach scenografii czy kostiumów rzeczywiście można byłoby długo rozmawiać. Odniosę się do wspominanych portretów Stalina – umieszczone zostały w okiennej ramie, co daje efekt jakby wielki wódz nieustannie zaglądał do domu rodziny Kotowa. A to dobrze odzwierciedla zależność ludzi od władzy. No i jeszcze pocałunek… Ja tam zobaczyłam (a może tylko chciałam zobaczyć) Donalda Trumpa i Władimira Putina. Jeśli to rzeczywiście byli oni, to wracamy do początku naszej rozmowy, czyli wyboru między przeszłością a przyszłością totalitaryzmu. Pojawia się pytanie, czy to już naprawdę za nami, czy może jednak przed nami? Dobrze, że Agnieszka Glińska wraz ze studentami krakowskiej AST o to pyta. Bo to ważny temat, a przy tym całkiem niezły dyplom.